Na godzinę 6:30 byłem umówiony z Bułą, jadącym gdzieś tam za Brzesko. Zgodnie z planem mieliśmy jechać razem aż do Bochnii, gdzie się rozdzielimy i każdy podedzie w swoją stronę.
Tak jak miało być, czyli w Bochni ja skręciłem na południe, a Buła jecghał dalej czwórką w kierunku Tarnowa.
Rano powrót do Krakowa. Wracałem na zawiązanej w jednym miejscu, przebitej dętce. Jechało się trochę wolniej, ale w sumie całkiem w porządku. Powietrze nie uciekało.
Jutro kolejny wypad do Lipnicy, tym razem z Bułą, który pojedzie se do familii gdzieś tam koło Brzeska, toteż odcinek Kraków-Bochnia przejedziemy razem. Wyjazd planowany na 6:30.
Już dziś wiem napewno, że nic się nie da zrobić z tymi jebanymi kabelkami od licznika. Jedynym wyjściem jest kupno nowych, tyle że w 99% sklepach tych mnie interesujących poprostu nie ma. Opcją jest kupno na Allegro, ale narazie nie mam czasu nic załatwiać. Może po zbliżającym się weekendzie coś będzie się dało zrobić.
Dziś wypad na działkę. Urwał mi się kabelek od licznika =/ Przebiłem dętkę i drugą też. Pierwszą kilka metrów od domu (tego w Lipnicy), a drugą przy zakładaniu. Ale nie ma sytuacji bez wyjścia - przy po mocy sznureczka sprawiłem takim mykiem jednym, że do Krk da rade dojechać.
Ale to dopiero jutro rano, bo dziś mi się już nie chce.
Dziś pierwszy dzień na rowerze po powrocie do Polski ("troszkę" wcześniej niż planowałem...).
Po powrocie moja waga aktualna waga wynosi 72,8 km (minus 2,2 kg w stosunku do początku lipca).
Z Bułą udałem się nad jezioro, do Zesławic. Następnie - z racji tego, że całkiem niedługo raczy nadejść czas wymiany opon - pojechaliśmy na Klaszotrną, gdzie opon, którymi byłbym zainteresowany brak. Zaczęły straszyć chmury burzowe.
Podczas miesięchnego pobytu (tego pobytu przedwcześnie skończonego w stosunku do planów) w Italii przyzwyczaiłem się do jednego typu pogody - gorąco i bezchmurnie. ...No i trzeba się będzie przestawić na inną zonę klimatyczną. Przypomiałem sobie co to jest deszcz, i to od razu bardzo dosadnie.Otóż nad Krk przeszła kilkunastominutowa burza z jabitnym deszczem i wiatrem, którą przeszekaliśmy na przystanku MPK.
Założyłem nową podkładkę i okablowanie do licznika, dzięki czemu dziś dokładne dane.
Z dniem dzisiejszym zaczynam nie notować wartości dystansu w terenie.