Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2008

Dystans całkowity:1644.24 km (w terenie 49.47 km; 3.01%)
Czas w ruchu:70:38
Średnia prędkość:23.28 km/h
Suma podjazdów:2230 m
Liczba aktywności:26
Średnio na aktywność:63.24 km i 2h 43m
Więcej statystyk

Slovenská republika

Sobota, 31 maja 2008 · Komentarze(7)
Kategoria Słowacja, Beskidy
10:20. Wyjazd z domu. Niebo bezchmurne, wiatr słaby, z południowego wschodu (ja poruszam się na południe), temperatura w cieniu 24°C.

Wjeżdżam na "Zakopiankę".

W miarę posuwania się na południe wiatr sprawia, że nie odczuwa się takiego gorąca, jak w Krk - w Mogilanach na tablicy info tylko 24 stopnie.

Zaczynają się coraz większe "górki". Przed Myślenicami osiągam 79 km/h. W miejscowości Lubień początek ma kilkunastokilometrowy podjazd prawie pod samą Rabkę-Zdrój.

~ Gdzieś w połowie drogi podjazdu...


~ Niedługo pierwsze urodziny... ;P


W Rabce-Zdrój skęcam na drogę wojewódzką nr 958. W moim litrowywm bidonie ni ma już ani kropli, a ciągle ostre słońce daje się we znaki. W Rabie Wyżnej kupuję następne 1,5 litra. Ale wtedy właśnie powoli zaczyna się chmurzyć i jedzie się o wiele przyjemniej. Chmury widzę przed sobą, za plecami zostawiam ciągle bezchmurne niebo.

W Pieniążkowicach dostrzegam za sobą dość profesjonalnie wyglądającego bikera, w towarszystwie którego jadę aż do Koniówki, czyli jakieś 15 kilometrów. Na ostatnie 5 daję się wyprzedzić, pozdrowienie i zmiana miejsc. Tempo ok. 30, w porywach 32 km/h. Żegnamy się machnięciem ręką, on skręca, a ja lecę w stronę granicy. Przede mną straszą burzowe chmury, wśród których dostrzegam ośnieżone szczyty Tatr, które niestety nie sposób sfotografować.



Jadę dalej, bez pauz. Asfalt jest coraz bardziej mokry w miarę upływu kolejnych kilometrów, co pozwala mi sądzić, że niedawno przeszła tu burza i to solidna.

Chochołów. Asfalt już coraz suchszy. Skręcam w prawo w stronę granicy. Na liczniku widzę się przejechane dziś ponad 100 kilometrów, co logicznie rzecz biorąc, jeśli nic nieprzewidzianego się nie wydarzy, daje mi mój nowy rekord dziennego dystansu, dotychczas wynoszący 193 km (jeszcze z października 2007).

Na 105. dzisiejszym kilometrze wita mnie napis "Slovenská republika", a następnie tablice z nazwami niższych jednostek podziału administracyjnego. Na Słowacji są to kolejno kraj, okres i obec.



Za mną przejście graniczne Chochołów/Suchá Hora. Suchá Hora po I wojnie światowej, jako zamieszkana wyłącznie przez ludność polską, została przyznana Polsce, ale w 1924, została (wraz z sąsiednią Hlodovką) przekazana Czechosłowacji w wymianie za połowę większej miejscowości zamieszkanej przez Polaków, Lipnicy Wielkiej.

Teraz chmury burzowe przede mną wyglądają wręcz przerażająco, jeszcze bardziej niż na zdjęciach...




Asfalt suchy, ale - delikatnie mówiąc - średniej jakości. Mijam wieś Hlodovka, która ma identyczną historię, jak Suchá Hora. Następna jest Vitanová, mała miejscowość letniskowa.

No i stało się - pada! W kilka sekund zaczyna lać niemiłosiernie. Mam wielkie szczęście - kilkadziesiąt metró przede mną jest zastávka, czyli spolszczając - przystanek autobusowy. Jednak po przyjrzeniu się z bliska to wygląda gorzej niż jakaś żulowska melina. Porośnięta jakimiś pokrzywami, nie koszona od lat trawa, jakieś puszki w rogu... Cóż... Ale ja nie mam wyboru - muszę tu zostać. Pakuję się razem z rowerem pod dach, w suche miejsce. Burza... Deszcz... Grad... Zaczyna być zimno... Grzmi... Zaczynam planować co dalej. Jest godzina 15:20. Postanawiam, że jeśli nie przestanie padać do zmierzchu, wrócę do Suchej Hory, gdzie, pamiętam, był jakiś pensjonat czy coś w tym rodzaju (jakieś noclegi czy co..). Jednak na 90% przestanie padać, bo to wygląda mi na letnią burzę...

~ Zdjęcie zrobione z przystanku, podczas ukrywania się tamże...


No i tak się dzieje, opady ustają... Ale za to po jakim czasie! Gdy przestaje padać jest godzina 16:50, co się równa temu, że w tej spelunie, którą Słowacy nazywają przystankiem autobusowym przesiedziałem 1,5 godziny!

~ Moje lokum ;p


Czas ruszać... Jeszcze pozostaje zdecydować w którą stronę, ale to nie trudne, bo skoro burza naszła od zachodu, to znaczy chyba, że porusza się na wschód, czyli w kierunku Chochołowa. Lecę więc na Trstenę. Asfalt okropny! Mokry, dziurawy itp. Ale ta "dziurawość" im dalej na zachód tym bardziej się zmniejsza. No ale ze względu na to, że wręcz płynąłem, długi 12-procentowy zjazd pokonuję z prędkością 15 km/h, bo nie mam błotników.

W Radio Slovensko (czy jakoś tak) cały czas mówią o paleniu tytoniu przez młodzież do lat 18. Trochę nie rozumiem wszystkiego, ale nawet ciekawe to ;P

Wreszcie...


Asfalt już bardziej znośny.

~ Do domu jeszcze kawałek ;p


I dojazd do granicy... Żegnam się powoli ze Słowacją, a tym samym uświadamiam sobie, że moje dotąd największe rowerowe marzenie się właśnie spełniło. Teraz już tak trochę jakbym nie miał po co jeździć, bo dotychczasowe wycieczki (ostatnio (w kolejności): Maków Podhalański, Limanowa, Rabka-Zdrój, Katowice, Żywiec) robiłem po to, żeby niejako do wyjazdu na Słowację się przygotować.





~ Yy... Rozumiem, że ja mogę sobie wybrać pas? :P




Granicę polsko-słowacką na tym odcinku wyznacza wąska rzeczka na wysokości 630 m.n.p.m.

Do Polski (przejśćie graniczne Trstená/Chyżne), wjeżdżam o godzinie 17:45.





~ Ulubiona knajpka w Chyżnem :P Dobre żarcie dają :D Ale na postój tym razem nie mam czasu...


Zaczyna się przejaśniać, ale w Orawce coś tam z nieba "pokropywało" na tyle, że wbiłem się na przystanek autobustowy, a ruszyłem jak przestało padać. Od tego momentu przejaśnień było coraz więcej.
W Spytkowicach [godz. 19:30] 24, w Głogoczowie (MY) [godz.21:45] 21, w Krakowie o 23:00 24 stopnie celcjusza. (dane z tablic info przy drodze).

W domu o 23:40.

Trasa dziś pokonana:
#lat=49.725779353827&lng=19.797675000001&zoom=8&maptype=ts_terrain

Na liczniku już 8,1 tys km...

Kopiec Piłsudskiego

Piątek, 30 maja 2008 · Komentarze(1)
Kopiec Piłsudskiego

O 15:30 wybrałem się na Zwierzyniec, na Pasmo Sowińca. Dziś, podobnie jak ostatnimi dniami było bezchmurnie i gorąco...


...a i to nie były najwyższe wartości temperatury dzisiaj ;]

Pasmo Sowińca to prawie wyłącznie lasy...


Podjazd na kopiec nie jest zbyt stromy. Ale za to w lesie raz się zgubiłem:P

I wreszcie...


Kopiec Józefa Piłsudskiego to najmłodszy i największy z czterech krakowskich kopców, usypany na szczycie Sowińca (358 m.n.p.m.), będącego najwyższym wzniesieniem Pasma Sowińca znajdującego się w Lesie Wolskim, w zachodniej części Krk na terenie dzielnicy Zwierzyniec.

Związek Legionistów Polskich wysunął pomysł usypania kopca-pomnika walki narodu o niepodległość. W Warszawie powstał Komitet Budowy Kopca na czele którego stanął płk Walery Sławek. Kopiec rozpoczęto sypać 6 sierpnia 1934 r. w XX rocznicę wymarszu z Krakowa I kompanii kadrowej Legionów.

Po śmierci marszałka Józefa Piłsudskiego postanowiono kopiec nazwać jego imieniem. Sypanie zakończono 9 lipca 1937 r. W kopcu złożono ziemię z wszystkich miejsc bitewnych I wojny światowej, gdzie udział brali Polacy, w tym ze szczytu Krzemieniuchy. W 1941 r. generalny gubernator Hans Frank wydał rozkaz zniwelowania kopca, który nigdy nie został wykonany.

Po II wojnie światowej ówczesne władze robiły wszystko, aby kopiec wymazać z pejzażu miasta i ze świadomości krakowian. W 1953 r. przy użyciu czołgu usunięto ze szczytu kopca granitową płytę z wyrytym na niej krzyżem legionowym. Zniszczono wówczas cały stok kopca. W 1981 r. ruszyła wielka akcja odnowy kopca. U jego podnóża spoczęła ziemia z pobojowisk II wojny światowej. Kopiec zaczęto nazywać Mogiłą Mogił.

Nad kopcem czuwa Komitet Opieki nad Kopcem Józefa Piłsudskiego powstały w czerwcu 1980 r.

Kopiec Niepodległości (bo tak też jest czasami nazywany) jest wysoki na około 26 metrów (wierzchołek na 384 m.n.p.m.)

Tak oto odwiedziłem w maju wszystkie krakowskie kopce i szczerze mówiąc, właśnie z Kopca Józefa Piłsudskiego są najlepsze widoki. Jedno wiem na pewno - jeszcze tu wrócę i to nie raz.






Wieczorem natomiast udałem się do Buły, który od dziś jest szczęśliwym posiadaczem Unibike'a Viper'a... NO i pokręcuiliśmy się jeszcze po mieście z Majuwą również.

jazda w godzinach: 15:30-22:00
Warunki:
temp.powietrza: 22-32 st.
temp.przy gruncie: 35-50 st.
wiatr: popołudniu umiarkowany/silny, wieczorem słaby
deszcz: brak

Vmax: 55,1 km/h

Popołudniu wybrałem się z nowym

Czwartek, 29 maja 2008 · Komentarze(6)
Popołudniu wybrałem się z nowym ustawieniem siodełka na Kopiec Wandy (w Nowej Hucie). Po drodze osiągnąłem na prostej 66 km/h, co jest zdaje się moim rekordem prędkości na nie-zjeździe.

Kopiec Wandy to jeden z czterech kopców nazwanych imieniem bohaterów narodowych, znajdujących się w Krakowie (istnieją także Kopiec Piłsudskiego, Kopiec Krakusa, Kopiec Kościuszki). Kopiec został zbudowany prawdopodobnie ok. VII - VIII wieku n.e. przez zamieszkujących podówczas te tereny Celtów, prawdopodobnie w celach sakralnych. Wedle popularnej legendy ma on stanowić mogiłę legendarnej Wandy, córki księcia Kraka, której ciało miano wyłowić z nurtów nieopodal przepływającej Wisły. Kopiec wieńczy marmurowy pomnik projektu Jana Matejki.
Kopiec jest wysoki na 14 metrów, a jego wierzchołek sięga 238 m.n.p.m.

Ogólnie to niezła miejscówka... Mało tu ludzi (będąc dokładnym: w ogóle nie było nikogo na szczycie poza mną). Widok na miasto nieco gorszy niż ten ze wcześniej odwiedzonych (niedawno) przezemnie krakowskich kopców.



U góry...


Widoki z góry...




Wieczorem obskoczyłem trasę Della Sera.

jazda w godzinach 16:00-21:15
Warunki
temperatura w cieniu: 17-31 st.
wiatr: popołudniu bardzo silny, wieczorem umiarkowany/silny do silny
deszcz: brak

Vmax: 66,2 km/h

Środa, 28 maja 2008 · Komentarze(0)

Żywiec

Wtorek, 27 maja 2008 · Komentarze(2)
Kategoria Beskidy
Dziś nie udałem się do szkoły, ze względu na strajk nauczycieli (i tak podwyżek nie dostaną! <lol2> ..i bardzo dobrze!).
Wyjechałem z domu około 12. Generalnie w mieście duży ruch, ale nieco mniejszy niż zazwyczaj w jego centrum. Wiatr łagodny (ale w niekorzystnym kierunku), temperatura w cieniu: 27 stopni.

No i wyjazd z miasta, dalej Skawina i potem już w kieunku Przytkowic i dalej na Wadowice. Tu wjazd na drogę nr 52 [kier. Bielsko-Biała].
Po drodze, w Inwałdzie impreza na całego... xP
Tu jest jakiś Park Miniatur, czy coś...

Godzina 15:30. Temperatura: 29°C w cieniu.

W Andrychowie zostaję pokierowany we własciwą stronę i zarazem ostrzeżony przed wysokimi górami (<lol> chyba chłop nie wiedział z kim właśnie gada, skoro myślał że takie pagórki sprawią mi trudność xD).

No tak, ale trudności byly, i to nie małe. Do góry 'wdrapywałem się' z prędkością 12-15km/h, podczas gdy słońce prażyło niemiłosiernie.

Na granicy województw (małopolskiego i śląskiego) kończy się podjazd i zaczyna zjazd, który pokonywałem dla bezpieczeństwa na busem, którego gdybym tylko chciał z łatwością bym wyprzedził, bo przyspieszenie od 30 do 60 km/h to była kwestia kilku krótkich sekund ;)

Cel osiągnięty ;D Podsumowując, trasę Krk-Żywiec (86 km) pokonałem w 3 godziny 49 minut, co dało średnią wynoszącą 24 km/h; no a maksymalna wyniosła 69 na godzinę.

Czas wracać... Najpierw trzeba wytaszczyć się do granicy woj.małopolskiego położonej tu na wysokości 705 m.n.p.m., a później już tylko zjazd do samgo Andrychowa (prawie 20 km jazdy na luzie).
No to zaczynamy...



Pierwsze kilometry po znaku 'stromy podjazd' idą gładko, natomiast powoli tempo zaczyna spadać, aż do przełożenia 1-3.





Droga wąziutka...



...i pożegnanie z województwem śląskim. Teraz najlepsze: zjazd :P Udało mi się osiągnąć dokładnie 73 kilometry na godzinę.

Andrychów. Trzeba zacząć pedałować :P Nie spieszyło mi się, co będzie widać po średniej w stronę Krakowa.
W Wadowicach, w moim ulubionym miejscu (w parku nad jakąś tam rzeką) przyklapnąłem, zezarłem wszystko co mi zostało w plecaku i siedziałem tak chyba z godzinę. Na szczęście nie było już takiej parówy i temperatura wreszcie - jak przystało na godziny późno-popołudniowe - nieco spadła.

W Krakowie wreszcie mogłem dokładnie poznać temperaturę, gdyż nigdzie indziej po drodze nie miałem tablic info. Otóż w Skotnikach było w momencie, gdy tamtędy przejeżdżałem było 25 stopni, a bliżej centrum nawet 24 xD ...Ale na jednej z później mijanych tablic było "aż" 26,2 st., co pokazuje jak bardzo zróżnicowane pod tym względem potrafi być jedno miasto (różnicy podczas powrotu z trasy naliczyłem 2,5 stopnia).

Podsumowuąc, w stronę Krk jazdy było 4:06, więc Vśr tylko 21 km/h (!). Co prawda wiatr (umiarkowany/mocny) wiał w przeciwnym do jazdy kierunku, ale i tak średnia skandalicznie niska.
W domu zawitałem o 21:00.

Dzisiejszy dystans jest rekordowy w tym sezonie i drugi w całej mojej "karierze" ;]

Vmax: 73,0 km/h

P.S. Niestety zdjęcia usunęły mi się z Photobuket'a, więc na BS również zniknęły... A szkoda...

Kilka spraw na mieście,

Poniedziałek, 26 maja 2008 · Komentarze(0)
Kilka spraw na mieście, m.in. w centrum.

godziny jazdy: 16-21
Warunki:
temp.: 18-25 st.
wiatr: umiarkowany
zachmurzenie: niepamiętam. przewaga słońca nad chmurami
deszcz: brak

Vmax: 41,9 km/h

Tarnów

Niedziela, 25 maja 2008 · Komentarze(3)
Tarnów

Trasa: Krk - Niepołomice (WI) - Stanisławice (BC) - Bochnia - Brzesko - Tarnów - Brzesko - Bochnia - Łapczyca (BC) - Targowisko (WI) - Niepołomice (WI) - Krk

W stronę Tarnowa wyszło sporo niepotrzebnych kombinacji w okolicach Bochnii spowodowanych przeróżnymi objazdami.

Jestem bardzo niezadowolony z dzisiejszego tempa...

Krk - Tarnów
~ 88 km
~ 3:18
~ Vśr. 27
~ Vmax 52 km/h

Tarnów - Krk
~ 81 km
~ 3:23
~ Vśr. 24
~ Vmax 59 km/h

godziny jazdy: 11-18
Warunki:
wiatr: umiarkowany/silny [niestety większość trasy wiał nie w tą co trzeba]
tamp. Krk /wyjazd/: 18 st.
temp. Łapczyca (BC) /powrót/: 17 st.
temp. Krk /powrót/: 16-18 st.
zachmurzenie: średnie
deszcz: brak

Vmax: 59,2 km/h

Dziś - zgodnie z planem

Sobota, 24 maja 2008 · Komentarze(4)
Dziś - zgodnie z planem - rano udałem się do Centrum Handlowego "Zakopianka" z przednim kołem wielkości 24" (patrz foto w wczorajszym wpisie).

Następnie - po południu - na Klasztorną po łyżki do opon, których ostatecznie nie zdobyłem...

Po powrocie założyłem dętkę i zamontowałem już koło o średnicy 26" :D

godziny jazdy: 9:50-21
Warunki:
temp.: 17-21 st.
wiatr: umiarkowany
zachmurzenie: małe do duże
deszcz: brak

Vmax: 42 km/h

Rekreacji ciąg dalszy.
O 12 wybrałem

Piątek, 23 maja 2008 · Komentarze(0)
Rekreacji ciąg dalszy.
O 12 wybrałem się pojeździć po mieście. Wpadłem na Klasztorną, do tomar'u (pamiętajcie! sklep godny polecenia, serwis - nie), w celu nabycia bidonu i koszyka na niego, co zakosztowało mnie 25 PLN. Wróciłem, zamontowałem wszystko co trzeba i wio na Kopiec Wandy... Ale już po 1,5 km jazdy zauważyłem, że wbiłem taki mały gwóźdź w przednią oponę =/ Wróciłem więc się znów, założyłem nową dętkę, ale chcąc ją podpompować stwierdziłem że jest ona przebita :| xPp Założyłem do przodu koło 24" (foto poniżej), na którym jutro udam się do Decathlon'u (kilkanaście km :D) po nowe dętki. Tym razem kupię kilka sztuk na wszelki wypadek :P



godziny jazdy: 12:30-19:40
Warunki:
temperatura: 15-20 st.
wiatr: brak-słaby
deszcz: brak
zachmurzenie: od małe/średnie do duże

Vmax: 53,5 km/h

[big]Wypadek. Kopiec Kościuszki. Kopiec Krakusa."

[big]Wypadek. Kopiec Kościuszki. Kopiec Krakusa."

Popołudniu postanowiłem, że w dniu dzisiejszym zdobędę dwa z czterech krakowskich kopców. Jako pierwszy - Kopiec Kościuszki. Jeżeli mógłbym wybierać miejsce do mojej pierwszej kolizji (bo wypadkiem tego nie nazwę) na rowerze, wybrałbym krakowski Rynek :PP I tak się też stało...

Skutek:


Jak do tego doszło? Rynek jak zwykle zatłoczony, więc trzeba robić istny slalom między przechodniami, z czego 80% stanowią turyści. No i tak se jadę i jadę, aż tu nagle wyjeżdża przedemnie jakiś frajer na rowerze z hipermarketu... Na szybkiego pomyślałem "k... mać", ale nic więcej nie zdążyłem zrobić oprócz ostrego, ale gówno dającego hamowania, bo rękę akurat miałem na tylnym hamulcu, a lewą na rogu... BUM (przymierzyłem mu w przednie koło)i lecę przez kierownicę... Wydaje mi się że wyglądało to groźnie, bo gdy się podnosiłem to cały rynek patrzył w naszą stronę :P Zaraz znikąd pojawiło się trzech gości z rutynowymi pytaniami, "Nic ci nie jest?".
Przeanalizujmy... Kto zawinił? Trudno powiedzieć, możliwe, że ja. Dlaczego? W chwili kolizji jechałem dokłądnie 30,0 km/h, czyli wiele jak na miejsce gdzie pełno ludzi.. A tamten? No wyjechał na środek "ulicy" z mojej lewej strony. Wyjechał gwałtownie i nie patrząc (dopiero w ostatnim momencie popatrzył w prawo) w jedną ze stron...
Podnosząc się od razu przeszedłem do oszacowania uszkodzeń roweru. Drugi uczestnik stłuczki wystosował do mnie wypowiedź (oczywiśćie z garścią odpowiedniego słownictwa :D) w stylu "Co ty k... robisz?!", "Kto cię jeździć na rowerze uczył?!", "Jak można tak szybko?!" etc... Nie słuchałem go, bo dla mnie ważniejsze od tego człowieka było powierzchowne ocenienie stanu roweru i nie myślałem o tym co on do mnie mówił; skończyłem i dotarło do mnie, że on coś tam do mnie pierdzieli... Co trzecie słowo na k, a cały Rynek krakowski się patrzy :D W końcu przeryająć mu rzekłem: "Zamknij rzesz tą mordę!". W normalnych okolicznościach za takie teksty co on do mnie mówił dał bym mu w ryj, no ale tak trochę się czułęm winny za to, więc nie będę go bił on razu :P Bo wyższy parę centynetrów to on może i był, ale ważył chyba połowę tego co ja ;p
Z wiadomych przyczyn pozwolę sobie nie przytoczyć naszej rozmowy... XD
Tych trzech gości co do nas podbiegło coraz śmielej włączało się do "dyskusji". Podzielili się nawet (nie wiem czy to turyści, czy miejscowi, i czy znali się nawzajem) i jeden z nich popierał moje argumenty, a dwóch tamtego.
Dosłownie jeszcze kilka sekuns dłużej bym tam był i rzeczywiście trzasnął bym go, bo z biegiem czasu coraz bardziej byłem przekonany do tego, że on jest bardziej winny niż ja. Do rękoczynu w czystej postaci nie doszło ale było już prawie (BARDZO prawie xP), jeden z tych trzech nas uspokoił, no i jakoś się rozeszliśmy...
MI się stało to co na zdjęciu (wyżej), ale za to jemu się chyba ta kierownica całkiem złamała z tego co kojarzę [nie pytajcie jak to możliwe], i podejrzewam, że będzie miał jakiś filc z przednim kołem. ...Aha no i jeszczę mam dwie nowe rysy na liczniku <omg>...

Wróciłem do domu, gdzie przy pomocy imbusa doprowadziłęm rower do stanu przed wypadkowego.

Po chwili ruszyłem znów w kierunku Starego Miasta, a następnie Kopca Kościuszki.

Podjazd był bardziej łagodny, niż się spodziewałem...


Na sam wierzchołek nie dotarłem, bo nie wiem, czy mógłbym przed tą bramę na rowerze, z resztą nawet mi się nie chciało...


Udałem się natomiast na taras widokowy (pieszo, Unibike został na dole, przy wozach RMF MAXXX xD)....







Wracając do domu, po raz pierwszy widziałem Ferrari w Polsce (widywałem już kilkadziesiąt razy, ale we Włoszech); pod hotelem Sheraton...







Po 2-godzinnym pobycie w domu wyjechałem na Podgórze, na Kopiec Krakusa; tym razem wyjechałem do końca. Od razu widać różnicę między tymi dwoma kopcami - Kościuszki jest istną mekką wielu ludzi, a Krakusa bardziej zaciszny i mało tu ludzi, był nawet moment, gdy byłem na szczycie sam... No i lepiej z tąd widać centrum miasta (w ogóle, jest lepszy widok na cały Krk)...




godziny jazdy: 14:15-21:20
Warunki:
temp. powietrza: 15-21 st.
wiatr: nieodczuwalny
deszcz: brak

Vmax: 65,6 km/h