Oravská priehrada 24-25.06.2008 cz.1.

Wtorek, 24 czerwca 2008 · Komentarze(7)
Kategoria Słowacja, Beskidy
Oravská priehrada 24-25.06.2008 cz.1.

No i stało się - wreszcie postanowiłem gdzieś ruszyć dupsko.
Wstałem o 8:00 samoczynnie (bez budzika). No a dalej to standard - śniadanie, pakowanie i wio. Generalnie miałem jechać na działkę, ale zważywszy na to, że mi statystyki siadły (:D) postanowiłem trochę to nadrobić.

Godzina 9:30. Aura jest wyjątkowo łaskawa (bez upałów) w porównaniu do ostatnich dni - na termometrach w Krk od 23 stopnie... Przed Myślenicami, na tablicy info już tylko 22 (więc wjeżdżamy w góry powoli xP).

W Krk zauważyłem, że licznik mi źle pracuje - gubi impulsy (bateria??). Z tąd też dane typu dystans i czas z innych źródeł.

Dojeżdżam do Myślenic. Deszcz! Najsensowniejszym miejscem (nie chce mi się jechać w takiej ulewie) i zarazem najbliższym odpowiednim oraz także jedynym jest wiadukt. No to wio pod wiadukt. Ruszam 30 później minutach. Uznałem to za zły znak.

W Myślenicach korki.

Lubień. Początek podjazdu, który już w miarę kolejnych jazd tutaj pokonuję bardzo sprawnie i nie czuję tak góy jak kiedyś. Teraz to ja już jestem koneserem =D W ogóle teraz te góry mi się łatwiej pokonuje, nie czuję ich prawie. Kwestia treningu :D

BAGAŻNIK SPECJALNIE ZAŁOŻONY NA TĄ OKAZJĘ.





Po lewej mijam charakterystycznie pomalowany ciągnik Volvo plus naczepę, który stoi tam od kąd pamiętam. Albo w ogóle nie jeździ albo akurat jak ja przejeżdżam to jest tam zaparkowane.

W Rabce-Zdrój kieruję się w stronę Chyżnego. Słowackie radio odbiera już przed Jabłonką. Właśnie w Jabłonce zdecydowałem, że nie będę jechał dalej na Chyżne, tylko polecę na inne lokalne przejście graniczne, toteż skręcam na Lipnicę Wielką. W daleka widać ośnieżóne szczyty gór (czego nie widać na poniższym zdjęciu).



Na granicy melduję się punktualnie o 16:20. Po drodze wyprzedzam grupkę słowackich "kolarzy" <lol>.








Czas ruszać. Kierunek Námestovo obieram w Bobrov'ie pokierowany przez tubylca.

No i wreszcie...



Námestovo! Teraz tylko znaleść drogę do brzegu jeziora, które dostrzegłem jeszcze będąc po polskiej stronie granicy.

Udało się, cel osiągnięty!

Vodná nádrž Oravská priehrada jest sztucznym zbiornikiem u zbiegu Czrnej i Białej Orawy. Maksymalna głębokość wynosi tu 38 metrów, a przeciętna około 16-17. Największy powierzchniowo i drugi co do objętości sztuczny zbiornik wodny Słowacji. Kilka km na południe towarzyszy mu mały zbiornik wyrównawczy Tvrdošin.

Pomysły budowy tamy i zbiornika na Orawie datują się od 1730 r. Pierwszy projekt powstał w 1870 r., nie został jednak zrealizowany, podobnie jak kilka następnych. Dopiero w 1937 r. Ministerstwo Robót Publicznych przyjęło projekt budowy. Ostatecznie prace przy badaniach geologicznych w rejonie przyszłej tamy rozpoczęto 24 lipca 1941. Po wojennej przerwie w latach 1945 - 1948 przeprowadzono nowe badania i na ich podstawie opracowano nowy projekt zapory. Równocześnie zaczęto pierwsze prace budowlane, które trwały sześć lat. Napełnianie zbiornika rozpoczęto w 1954 r.

Wodami zbiornika zostały zalane wsie: Oravské Hámre, Lavkov, Osada, Slanica i Ústie nad Oravou, dziś Ústie nad Priehradou - włączone do Trsteny, część wsi Bobrov oraz większa część (w tym zabytkowe centrum) Námestova. Ponad wodą pozostały dwa niewielkie wzniesienia, należące niegdyś do Słanicy - dziś wyspy: Slanický ostrov z kościołem pod wezwaniem Podwyższenia Świętego Krzyża z XVIII wieku oraz Vtáči ostrov. Po napełnieniu jeziora okazała się konieczna zmiana przebiegu granicy polsko-słowackiej, tak, by całe jezioro pozostało po stronie słowackiej. Obecnie granica na krótkim odcinku przebiega północnym brzegiem jeziora.
Jezioro Orawskie pełni głównie funkcję przeciwpowodziową. Poza tym jest wykorzystywane do celów rekreacyjnych i sportowych. Stanowi ostoję migrującego ptactwa.
Słowacy są bardzo dumni, że udało im się utworzyć to jezioro.






Ruszam w stronę Trsteny wzdłuż brzegu jeziora (odcinek 8-kilometrowy).



Miałem jechać główną drogą przez Tvrdošín, ale znalazłem skrót, którym jakimiś zadupiami podobno dojadę prosto do Trsteny. To zdaje się jakiś szlak rowerowy. Zaczyna się tzw. "krysys na trasie" czy jak to tam sie zwie...





Totalne osłabienie - 25 km/h to o wiele za wiele.
Postanawiam, że nie będę wracał przez Chyżne, tylko polecę na Suchą Horę, z tego powodu iż przez Chyżne już wracałem do Polski, a przez Suchą Horę wjeżdżałem ostatnim razem, więc będzie jakieś urozmaicenie :D Skończyła mi się woda, a "trochę" suszy... xP A nie mam koron, tylko złotówki i euro. Nie chcąc ryzykować, że stracę czas na szukanie sklepu z Trstenie i nie będą chcieli innej waluty niż SKK, jadę bezpośrednio ma przejście Suchá Hora/Chochołów. Zaczyna mi się coraz ciężej jechać. Na miejscowość Hladovka przypada szczyt dzisiejszego kryzysu. W Hladovce aż siadam na Ziemii z braku sił i siedzę kilkanaście minut (na poboczu ;D) nie zważąjąc na nic. Odwiedziłem nawet ten przystanek, gdzie ostatnio jak tędy przejeżdżałem siedziałem chroniąc się przed zajebistą burzą.

Tu conieco zjadam swojego prowiantu i ruszam dalej w kierunku Polski.

Na granicy w Suchej Horze jestem o 18:20. W Chochołowie zrobiłem zakupy i wyżerkę na ławeczce :P

Chochołów to wyjątkowo ciekawe miejsce, charakteryzujące się niemal jednakowymi domami z drewna, robiącymi niezłe wrażenie na turystach. Są to typowe chaty góralskie. Wieś kojarzona jest z Powstaniem chochołowskim (wystąpienie zbrojne górali z Chochołowa i Czarnego Dunajca a także i okolicznych wsi przeciwko władzom austriackim, znane w historii również pod nazwą "insurekcji pod Tatrami").

No i po "uczcie" jedzie się dalej elegancko, energia wróciła. A poważnie rozważałem zatrzymanie się gdzieś na noc (pełno tu napisów "noclegi" itp.). Teraz już zawsze bede wracał tędy, a na Słowacje jechał przez Chyżne - tak się lepiej jakoś jedzie. Gdzieś w Rabie Wyżnej coś się jakoś zagapiłem czy coś no i gleba. Trochę się poobcierałem, ale to wszystko. Aha no i jeszcze mi coś w prawym ramieniu stuka...

W Czarnym Dunajcu zaczynam jechać w miarę normalnie. Normalnie to można powiedzieć dopiero od Raby Wyżnej.

Zaczyna być jasne, że przed północą do domu nie wrócę więc chcąc nie chcąc zaliczę pierwszy w życiu wypad więcej niż 1-dniowy :D

Światła włączam w Lubniu, bo jest już dość ciemno.

W dniu 24.06.2008 jazdę kończę 8 km przed domem :D

Ogół trasy:
#lat=49.724518161831&lng=19.730775&zoom=8&maptype=ts_terrain

Komentarze (7)

I tak nieźle, ja byłem w trasie prawie 10 z czego prawie 7 to jazda :P. Nie wiem czy dluzsze przerwy nie sprawily by mi pozniejszego bolu :P

Matems 23:35 piątek, 26 marca 2010

dokładnie! :]

Marczyk92 21:40 piątek, 26 marca 2010

Sporo przerw robiłeś :P 16 godzin ogólnej wycieczki?;>

Matems 19:35 piątek, 26 marca 2010

Nie mogę się nadziwić! =o Gratuluję! Świetna trasa, świetna relacja, świetne zdjęcia, ciekawe tereny!

Pozdrawiam i jeszcze raz serdecznie gratuluję! :)

Blis

Blis 06:41 niedziela, 31 maja 2009

Zajebista trasa!! I zdjęcia tak samo! Ehh zazdroszczę kondycji i zahartowania! Ehh jak patrzę na twoje trasy to żałuję, że mieszkam w Warszawie...

Ka(L)i 10:29 niedziela, 15 marca 2009

Super trasę sobie wybrałeś. Pewnie po górach się jeździ dużo ciekawiej. Szkoda, że mieszkam na Mazowszu xD
Bardzo dobra Vśr jak na góry chyba. Nie mam jeszcze doświadczeń na rowerze z takimi górkami, ale na nizinie się chyba o wiele łatwiej jeździ, a i tak mam mniejsze prędkości średnie. Gratuluję
Pozdro

Murarz 09:40 piątek, 11 lipca 2008

Ale zes dystans trzasnal. Gratuluje dwudniowej wycieczki i swietnej jak na taka odleglosc predkosci.
pozdro

maciek320bike 01:05 czwartek, 26 czerwca 2008
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa niobl

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]