Żywiec
Wtorek, 27 maja 2008
· Komentarze(2)
Kategoria Beskidy
Dziś nie udałem się do szkoły, ze względu na strajk nauczycieli (i tak podwyżek nie dostaną! <lol2> ..i bardzo dobrze!).
Wyjechałem z domu około 12. Generalnie w mieście duży ruch, ale nieco mniejszy niż zazwyczaj w jego centrum. Wiatr łagodny (ale w niekorzystnym kierunku), temperatura w cieniu: 27 stopni.
No i wyjazd z miasta, dalej Skawina i potem już w kieunku Przytkowic i dalej na Wadowice. Tu wjazd na drogę nr 52 [kier. Bielsko-Biała].
Po drodze, w Inwałdzie impreza na całego... xP
Tu jest jakiś Park Miniatur, czy coś...
Godzina 15:30. Temperatura: 29°C w cieniu.
W Andrychowie zostaję pokierowany we własciwą stronę i zarazem ostrzeżony przed wysokimi górami (<lol> chyba chłop nie wiedział z kim właśnie gada, skoro myślał że takie pagórki sprawią mi trudność xD).
No tak, ale trudności byly, i to nie małe. Do góry 'wdrapywałem się' z prędkością 12-15km/h, podczas gdy słońce prażyło niemiłosiernie.
Na granicy województw (małopolskiego i śląskiego) kończy się podjazd i zaczyna zjazd, który pokonywałem dla bezpieczeństwa na busem, którego gdybym tylko chciał z łatwością bym wyprzedził, bo przyspieszenie od 30 do 60 km/h to była kwestia kilku krótkich sekund ;)
Cel osiągnięty ;D Podsumowując, trasę Krk-Żywiec (86 km) pokonałem w 3 godziny 49 minut, co dało średnią wynoszącą 24 km/h; no a maksymalna wyniosła 69 na godzinę.
Czas wracać... Najpierw trzeba wytaszczyć się do granicy woj.małopolskiego położonej tu na wysokości 705 m.n.p.m., a później już tylko zjazd do samgo Andrychowa (prawie 20 km jazdy na luzie).
No to zaczynamy...

Pierwsze kilometry po znaku 'stromy podjazd' idą gładko, natomiast powoli tempo zaczyna spadać, aż do przełożenia 1-3.



Droga wąziutka...


...i pożegnanie z województwem śląskim. Teraz najlepsze: zjazd :P Udało mi się osiągnąć dokładnie 73 kilometry na godzinę.
Andrychów. Trzeba zacząć pedałować :P Nie spieszyło mi się, co będzie widać po średniej w stronę Krakowa.
W Wadowicach, w moim ulubionym miejscu (w parku nad jakąś tam rzeką) przyklapnąłem, zezarłem wszystko co mi zostało w plecaku i siedziałem tak chyba z godzinę. Na szczęście nie było już takiej parówy i temperatura wreszcie - jak przystało na godziny późno-popołudniowe - nieco spadła.
W Krakowie wreszcie mogłem dokładnie poznać temperaturę, gdyż nigdzie indziej po drodze nie miałem tablic info. Otóż w Skotnikach było w momencie, gdy tamtędy przejeżdżałem było 25 stopni, a bliżej centrum nawet 24 xD ...Ale na jednej z później mijanych tablic było "aż" 26,2 st., co pokazuje jak bardzo zróżnicowane pod tym względem potrafi być jedno miasto (różnicy podczas powrotu z trasy naliczyłem 2,5 stopnia).
Podsumowuąc, w stronę Krk jazdy było 4:06, więc Vśr tylko 21 km/h (!). Co prawda wiatr (umiarkowany/mocny) wiał w przeciwnym do jazdy kierunku, ale i tak średnia skandalicznie niska.
W domu zawitałem o 21:00.
Dzisiejszy dystans jest rekordowy w tym sezonie i drugi w całej mojej "karierze" ;]
Vmax: 73,0 km/h
P.S. Niestety zdjęcia usunęły mi się z Photobuket'a, więc na BS również zniknęły... A szkoda...
Wyjechałem z domu około 12. Generalnie w mieście duży ruch, ale nieco mniejszy niż zazwyczaj w jego centrum. Wiatr łagodny (ale w niekorzystnym kierunku), temperatura w cieniu: 27 stopni.
No i wyjazd z miasta, dalej Skawina i potem już w kieunku Przytkowic i dalej na Wadowice. Tu wjazd na drogę nr 52 [kier. Bielsko-Biała].
Po drodze, w Inwałdzie impreza na całego... xP
Tu jest jakiś Park Miniatur, czy coś...
Godzina 15:30. Temperatura: 29°C w cieniu.
W Andrychowie zostaję pokierowany we własciwą stronę i zarazem ostrzeżony przed wysokimi górami (<lol> chyba chłop nie wiedział z kim właśnie gada, skoro myślał że takie pagórki sprawią mi trudność xD).
No tak, ale trudności byly, i to nie małe. Do góry 'wdrapywałem się' z prędkością 12-15km/h, podczas gdy słońce prażyło niemiłosiernie.
Na granicy województw (małopolskiego i śląskiego) kończy się podjazd i zaczyna zjazd, który pokonywałem dla bezpieczeństwa na busem, którego gdybym tylko chciał z łatwością bym wyprzedził, bo przyspieszenie od 30 do 60 km/h to była kwestia kilku krótkich sekund ;)
Cel osiągnięty ;D Podsumowując, trasę Krk-Żywiec (86 km) pokonałem w 3 godziny 49 minut, co dało średnią wynoszącą 24 km/h; no a maksymalna wyniosła 69 na godzinę.
Czas wracać... Najpierw trzeba wytaszczyć się do granicy woj.małopolskiego położonej tu na wysokości 705 m.n.p.m., a później już tylko zjazd do samgo Andrychowa (prawie 20 km jazdy na luzie).
No to zaczynamy...

Pierwsze kilometry po znaku 'stromy podjazd' idą gładko, natomiast powoli tempo zaczyna spadać, aż do przełożenia 1-3.



Droga wąziutka...


...i pożegnanie z województwem śląskim. Teraz najlepsze: zjazd :P Udało mi się osiągnąć dokładnie 73 kilometry na godzinę.
Andrychów. Trzeba zacząć pedałować :P Nie spieszyło mi się, co będzie widać po średniej w stronę Krakowa.
W Wadowicach, w moim ulubionym miejscu (w parku nad jakąś tam rzeką) przyklapnąłem, zezarłem wszystko co mi zostało w plecaku i siedziałem tak chyba z godzinę. Na szczęście nie było już takiej parówy i temperatura wreszcie - jak przystało na godziny późno-popołudniowe - nieco spadła.
W Krakowie wreszcie mogłem dokładnie poznać temperaturę, gdyż nigdzie indziej po drodze nie miałem tablic info. Otóż w Skotnikach było w momencie, gdy tamtędy przejeżdżałem było 25 stopni, a bliżej centrum nawet 24 xD ...Ale na jednej z później mijanych tablic było "aż" 26,2 st., co pokazuje jak bardzo zróżnicowane pod tym względem potrafi być jedno miasto (różnicy podczas powrotu z trasy naliczyłem 2,5 stopnia).
Podsumowuąc, w stronę Krk jazdy było 4:06, więc Vśr tylko 21 km/h (!). Co prawda wiatr (umiarkowany/mocny) wiał w przeciwnym do jazdy kierunku, ale i tak średnia skandalicznie niska.
W domu zawitałem o 21:00.
Dzisiejszy dystans jest rekordowy w tym sezonie i drugi w całej mojej "karierze" ;]
Vmax: 73,0 km/h
P.S. Niestety zdjęcia usunęły mi się z Photobuket'a, więc na BS również zniknęły... A szkoda...

