Beskid Wyspowy
Sobota, 27 września 2008
· Komentarze(3)
Kategoria Beskidy
Beskid Wyspowy
Wyjazd ten planowałem od jakiegoś czasu, a mógł on zostać zrealizowany wyłącznie w jeden z dni weekendowych.
W drogę wyruszam o 9:30. Jest 16°C w cieniu (a słońce ostro daje od rana), wiatr z pewnością nie będzie przeszkadzał, bo nawet nie powiem, że "słaby", tylko conajwyżej "powiew".
Plan przedstawia się następująco: Na początku obieram kierunek Myślenice, a Zakoianką jadę aż do zjazdu z niej w kierunku Mszany Dolnej; w Mszanie kieruję się na Skomielną Białą i wjeżdżam na Zakopiankę, którą zajadę już bezpośednio do Krakowa.
No to do rzeczy...
W Krakowie sprawnie, bez jakichś nadzwyczajnych korków.
Na Zakopiance już gorzej, ale w soboty rano i w piątki popołudniu/wieczorem zawsze w kierunku Zakopanego jest zajeb.
Już od Myślenic zaczyna się delikatnie chmurzyć, ale nie pada.

No dobra... Skręcam w kierunku Mszany Dolnej. Pierwsza miejscowość po drodze to Kasinka Mała, gdzie o ile pamiętam byłem kiedyś na wycieczce klasowej ;P
W Mszanie postanowiłem zrobić sostę, akurat byłem koło supermarketu, więc stanąłem tamże. Moim oczom ukazał się niecodzienny widok...

=o Innego wytłumaczenia, niż że to sztuczny nieznajduję ;o


W drogę...


Wiaterek się lekko wzmaga, ale da się żyć.
~ Już na Zakopiance. Na zdęciu ostatni podjazd przez 12-kilometrowym zjazdem



~ Raba wzdłuż Zakopianki (teoretycznie chyba mi tą drogą jeździć nie wolno, bo ma oznaczenie S7, a "S" oznacza drogę ekspresową, na której bodajże rowerom poruszać się nie wolno)




~ Rondo Grzegórzeckie już zrobione

Czas na małe podsumowanie.
Dziś osiągnąłem dystans 142 km, czyli jest on mój najdłuższy od 24 czerwca, kiedy to udałem się na Słowację, nad brzegi Oravskiej priehrady, czyli upraszczając Jeziora Orawskiego.
Dzisiejszy dystans jest moim 11. w karierze (a 9. w tym roku).
Przejazd zajął mi ok 7,5 godziny, z czego jazdy było 5 godzin 44 minuty. Prędkość maksymalna to 72 km/h. Ogólnie jechałem niezbyt szybko, wiosną jeździłem napewno szybciej i z większą lekkością.
Jeśli chodzi o warunki meteorologiczne to było w porządku, nie narzekam.
Gdy wyjeżdżałęm z Krakowa niebo było pozbawione chmur, w Myślenicach chmur(ek) zaczęło systematycznie przybywać, ale słońce zakrywały dość rzadko i na krótko. Z chmur tych nie spadłą jednak ani kropla deszczu. W drodze powrotnej znów po przejechaniu Myślenic (a nawet może trochę wcześniej) niebo się "oczyściło". Ta sytuacja najlepiej obrazuje, że "góry trzymają chmury".
Jeśli chodzi o wiatr to był prawie nieodczuwalny (może w Rabce trochę).
Jeśli idzie natomiast o temperaturę to przez cały czas utrzymywała się w przedziale od 15 (już w Krakowie, ok. 18:00) do 19 (ok. 15:00) stopni Celcjusza.
No takk... Moje przebiegi drastycznie spadły - to wiadomo. ...Ale jest już 27. dzień miesiąca, a ja mam w bieżącym dopiero lekko ponad 600 kilometrów!
W najbliższych chwilach zacznę planować coś na przyszły weekend, jeśli oczywiście będę dysponował czasem wolnym na jazdę =) Będzie to coś w okoliach 170 km jak się uda.
Wyjazd ten planowałem od jakiegoś czasu, a mógł on zostać zrealizowany wyłącznie w jeden z dni weekendowych.
W drogę wyruszam o 9:30. Jest 16°C w cieniu (a słońce ostro daje od rana), wiatr z pewnością nie będzie przeszkadzał, bo nawet nie powiem, że "słaby", tylko conajwyżej "powiew".
Plan przedstawia się następująco: Na początku obieram kierunek Myślenice, a Zakoianką jadę aż do zjazdu z niej w kierunku Mszany Dolnej; w Mszanie kieruję się na Skomielną Białą i wjeżdżam na Zakopiankę, którą zajadę już bezpośednio do Krakowa.
No to do rzeczy...
W Krakowie sprawnie, bez jakichś nadzwyczajnych korków.
Na Zakopiance już gorzej, ale w soboty rano i w piątki popołudniu/wieczorem zawsze w kierunku Zakopanego jest zajeb.
Już od Myślenic zaczyna się delikatnie chmurzyć, ale nie pada.

No dobra... Skręcam w kierunku Mszany Dolnej. Pierwsza miejscowość po drodze to Kasinka Mała, gdzie o ile pamiętam byłem kiedyś na wycieczce klasowej ;P
W Mszanie postanowiłem zrobić sostę, akurat byłem koło supermarketu, więc stanąłem tamże. Moim oczom ukazał się niecodzienny widok...

=o Innego wytłumaczenia, niż że to sztuczny nieznajduję ;o


W drogę...


Wiaterek się lekko wzmaga, ale da się żyć.
~ Już na Zakopiance. Na zdęciu ostatni podjazd przez 12-kilometrowym zjazdem



~ Raba wzdłuż Zakopianki (teoretycznie chyba mi tą drogą jeździć nie wolno, bo ma oznaczenie S7, a "S" oznacza drogę ekspresową, na której bodajże rowerom poruszać się nie wolno)




~ Rondo Grzegórzeckie już zrobione

Czas na małe podsumowanie.
Dziś osiągnąłem dystans 142 km, czyli jest on mój najdłuższy od 24 czerwca, kiedy to udałem się na Słowację, nad brzegi Oravskiej priehrady, czyli upraszczając Jeziora Orawskiego.
Dzisiejszy dystans jest moim 11. w karierze (a 9. w tym roku).
Przejazd zajął mi ok 7,5 godziny, z czego jazdy było 5 godzin 44 minuty. Prędkość maksymalna to 72 km/h. Ogólnie jechałem niezbyt szybko, wiosną jeździłem napewno szybciej i z większą lekkością.
Jeśli chodzi o warunki meteorologiczne to było w porządku, nie narzekam.
Gdy wyjeżdżałęm z Krakowa niebo było pozbawione chmur, w Myślenicach chmur(ek) zaczęło systematycznie przybywać, ale słońce zakrywały dość rzadko i na krótko. Z chmur tych nie spadłą jednak ani kropla deszczu. W drodze powrotnej znów po przejechaniu Myślenic (a nawet może trochę wcześniej) niebo się "oczyściło". Ta sytuacja najlepiej obrazuje, że "góry trzymają chmury".
Jeśli chodzi o wiatr to był prawie nieodczuwalny (może w Rabce trochę).
Jeśli idzie natomiast o temperaturę to przez cały czas utrzymywała się w przedziale od 15 (już w Krakowie, ok. 18:00) do 19 (ok. 15:00) stopni Celcjusza.
No takk... Moje przebiegi drastycznie spadły - to wiadomo. ...Ale jest już 27. dzień miesiąca, a ja mam w bieżącym dopiero lekko ponad 600 kilometrów!
W najbliższych chwilach zacznę planować coś na przyszły weekend, jeśli oczywiście będę dysponował czasem wolnym na jazdę =) Będzie to coś w okoliach 170 km jak się uda.

